Stałam i czekałam zdenerwowana przed wielkimi drzwiami. Zaraz miałam wyjść na arenę , a tam kompletnie nie wiem co mnie czeka...
- Panie i Panowie! Czarodzieje i Czarownice! Chciałbym w imieniu profesora Dumbledora zaprosić was na Turniej Trójmagiczny!! -Zawołał głos Archiego z mikrofonu. Zacisnęłam mocno ręce na różdżce jakbym chciała ją złamać.
Drzwi powoli zaczęły się otwierać, a ja wstrzymałam oddech aby nie upaść z nie do wierzenia. Przede mną był labirynt! Wielki labirynt! Koszmarnie przestraszona przypomniałam sobie słowa Archiego. Mówił mi coś o labiryncie... Tylko wtedy nie mogłam nikomu powiedzieć... Teraz nie mam komu... Zdecydowałam więcej już nie myśleć o nim tylko pobiegłam prosto. Potem skręciłam w prawo i biegłam długo zanim wyskoczył przede mnie wielki Sytom*! Obejrzałam się za siebie i bardzo daleko ode mnie walczył z trollem inny uczestnik turnieju. Tak więc nie miałam jak uciec chyba że w stronę drzwi co by było bez sensu. Odwróciłam się znów w stronę stwora. Lecz ten już przymierzał się aby uderzyć mnie swoimi wielkimi łapami. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić dostałam w policzek ,,splaskacza". Upadłam jęcząc z bólu. Gdzieś z tyłu słychać było krzyk Archiego i publiczności. Otworzyłam szeroko oczy i poszukałam różdżki. Złapałam ją szybko i przestudiowałam w myślach książkę z zaklęciami. Accio..nie...Lumos..nie...A...a...Aquamenti!
- Aquamenti! - Wrzasnęłam w wieli punkt nade mną. Potwór zawył i zachwiał się do tyłu. Wykorzystując chwilę zamyśliłam się nad innymi zaklęciami. - Drętwota!
Sytom zwijał się z bólu, a ja podeszłam do niego patrząc na niego z nienawiścią. Zaczęłam kopać go w brzuch aby go jeszcze bardziej osłabić. Po kilku minutach rzuciłam się dalej , ocierając twarz z krwi i potu. Biegłam skręcając to w lewo to w prawo i czasem natrafiając na pusty zaułek. Po jakimś piątym z kolei zaułku kopnęłam w ziemie ze złością. Lecz nagle usłyszałam jakiś dziwny , odstraszający śmiech. Przerażona odwróciłam się powoli w stronę zaułka. Z cienia wyłonił się czarna i przeraźliwie chuda ,,ala" pantera, zaśmiałam się z drwiną. Taką ,,bestię" pokonałby nawet skrzat domowy jednym kopniakiem! Przecież to ledwo stoi! Wycelowałam różdżkę w zwierzę z bólem w sercu ponieważ kochałam zwierzęta. Postanowiłam przemienić stworzenie w kamień dzięki zaklęciu Duro. Lecz normalnie w sekundę zwierzę przemieniło się w wielkie potężne wilkołako podobne zwierzę! Krzyknęłam i cofnęłam się o dwa kroki. Gdy już zamachnęłam się by wypowiedzieć czar potwór rzucił się na mnie ze swoimi wielkimi kłami! W jednej chwili znalazł się na mnie i jeszcze trochę, a wyrwał by mi gardło!
- Duro! -Krzyknęłam przerażona. - Duro! -Lecz zaklęcie nie działało. - Drętwota!
Po pewnym czasie ocknęłam się , że nie mam w ręku różdżki.
- A... A... Accio różdżka! - Ledwie przypomniałam sobie zaklęcie, a stwór zranił mnie mocno w rękę swymi pazurami. Wrzasnęłam przerażona i serio w ostatniej chwili skrawkiem sił wyszeptałam ,, Duro!" , po czym zemdlałam.
Obudziłam się i zdałam sobie sprawę że spałam jakieś dziesięć minut. Wstałam szybko i pobiegłam w stronę błyszczącego sie czegoś. Okazało się że była to wielka złota klatka , w której był uwięziony mały skrzat.
- Pooomuuż mi! Proszę! -Zawył skrzat.
Rozejrzałam się i zauważyłam wielki złoty klucz. Wzięłam go do ręki i tym samym przekręcając klucz uwolniłam skrzata. Lecz teraz to nie był już skrzat. Był to Lucjusz Malfoy od dawien dawna wielki wróg mojej rodziny. Dzięki niemu mój wuj zbankrutował i musiał mieszkac na ulicy. Dzięki nie mu mój ojciec nie żyję. Nagle opętała mnie jakaś furia. Zaklnęłam pod nosem po czym wrzasnęłam:
-Lucjuszu! Zraniłeś moja rodzinę! To teraz ja zranię ciebie! - Zamachnęłam się po czym krzyknęłam. - Diminuendo! Bombardia Maxima!
I właśnie w tej chwili z Lucjusza Malfoya zrobił się wielki puchar. Uśmiechnęłam się radosna pi czym podbiegłam do pucharu. Wygrałam Turniej! Wygrałam!